Sollunari

 

To jest Forum dla astrologów.Usmieszek

 

Forum jest nieaktywne, jednakże może stanowić żródło informacji astrologicznych. Miłej i pożytecznej lektury!


Forum > Pomoc wzajemna

Czy kiedykolwiek coś się zmieni?
myapie 2015-06-19, 09:50:25

Dzień dobry wszystkim,

od mojego ostatniego postu trochę minęło. Poukładałam sobie w głowie to co chciałam związanego z pracą, studiami itp. Chyba wiem co chcę robić :)

Jednak nadal nie mogę wyzbyć się przekonania, że robię coś źle w relacjach damsko męskich. Nie wiem co. Naprawdę. Nie wiem czy to jest jakieś odgórne fatum czy ja po prostu jestem aż tak niedostępna i może to ja spławiam chłopaków? ( a o tym nie wiem )... To by była najgorsza wiadomość.

 

Przez ostatnie kilka tygodnia można powiedzieć, że miałam pewne zainteresowanie, ale zawsze kończyło się na niczym. Nie chodzi mi o miłość po grób, o małżeństwo, o 'chodzenie', ale o zwykłe poznanie. Nie wiem dlaczego nawet koledzy jeśli są zainteresowani ( widać to, inni o tym mówią, widzą) i tak nie wykonują kroku w przód. Kiedy ja go wykonuję, oni się wycofują......

Tak samo w internecie. Nie wiem jak mam się zachowywać. Czy mam być sobą. Czy mam być cnotką, zakonnicą czy mam być zbyt wulgarna i wyzywająca. Nie wiem jak mam rozmawiać z chłopakami, aby ich zainteresować.

Ostatnio nawet dla jaj zarejestrowałam się na portalu randkowym i traf chciał , że napisał do mnie ktoś, kto też mi się spodobał. Ale oczywiście nic z tego nie wyszło. Dlaczego? Co ja robię źle?

Może po prostu nie nadaję się do związków międzyludzkich tylko do pracy. Może jestem stworzona tylko do pracy, jak proacoholik. Nawet ze mną nikt nie pisze. Może mam jakiś beznadziejny humor. Nie wiem sama o co chodzi. Jestem w takiej kropce, że nie wiem co robić. Bo naprawdę próbowałam być sobą, próbowałam być jak koleżanki i nic. 

Myśle, że jest to fatum.

Czy kiedykolwiek się to zmieni?

Niby nie myślę o chłopakach, ale i tak czuję presję wewnętrzną. jestem skupiona na studiach a i tak ciągle analizuję to kto się do mnie i jak odezwał.... 

 

Pozdrawiam,

Może ktoś z Was mi pomoże. Naprawde nie wiem co jest nie tak.

 

Tematów: 22
Odpowiedzi: 50
Dołączył/a: 2014-11-06
Odpowiedzi
Jasmin 2015-06-20, 09:15:28

Myapie, Saturn na DSC  Cię spina za bardzo w kontaktach, za dużo analiz robisz i przejmujesz się cudzą opinią. Ludzie to wyczuwają i zachowują rezerwę:)

Tematów: 173
Odpowiedzi: 2846
Dołączył/a: 2009-11-23
www.sollunari.pl
myapie 2015-06-20, 13:02:29

Czy to będzie trwać zawsze? 

Ja czuje od zawsze rezerwe do ludzi, bo się wstydzę. A jeśli oni odczuwają to odwrotnie w stosunku do mojej osoby to chyba nic mi nie pozostaje ale się zastanowić nad sobą.

 

Tematów: 22
Odpowiedzi: 50
Dołączył/a: 2014-11-06
acrux_79 2015-06-20, 22:42:16

Witaj!

 

Ja również mam koniunkcję Saturn - Księżyc i mam niezłą obsadę Wodnika, więc może nieco lepiej przetłumaczę na swój język. Co ja bym proponował:

 

1. Znajdź pasję, lub mocne zainteresowanie i zgłębiaj, lub rób to z ludźmi, bez szczególnego tam zafiksowania na "szukanie faceta". Zapewniam Cię, czy to kółko szachowe, internetowe, czy gra w golfa - bardzo często napatoczą się i pojawią jacyś różni znajomi. Dwa plusy sytuacji: wspólny język i niewirtualność sytuacji.

 

2. Krótko i z mostu powiedz, że lubisz czasem ponarzekać, interesują Ciebie głębokie tematy i poważne sprawy, dlatego bywasz smutna. Nie dostosowuj siebie dla innych, bądź sobą. Znam sporo smutnych, więcej - zrzędzących i nawet złośliwych "bab" (facetów również - swoją drogą), które znajdą swoich amatorów. Nie sugeruj się serialami i plakatami (śmiem sądzić, że się nie sugerujesz). 

 

3. Posiadacze zbyt silnego Saturna nigdy nie są do końca zadowoleni z życia, ale z biegiem lat przechodzą z etapu krytycznego podejścia i pesymizmu do postawy łatwiejszego godzenia się z jakimiś niedogodnościami, brakami, lub kryzysami. Są bardziej samowystarczalni, nieco sarkastyczni, a bywa, że na stare lata zachowują się jak wino - są lepsi, niż za młodu.

 

Ponadto prawidła astrologiczne:

- Saturn podchodzi do wszystkiego z nadmierną powagą, dystansem i chłodem

- Saturn trzyma tutaj Księżyc, dając osobowość albo głęboko skrytą i zakompleksioną (poczucie wartości - przeważnie niskie, nie daje wyjść uczuciom, które kosztują bardzo dużo energii i czynią bezbronnym); warto popracować nad wyrażaniem emocji, nad ciepłymi kluchami, lub opiekuńczością, to b. ważne, by się opiekować nad kimś, by to nie był "obowiązek", tylko miało w sobie coś "rozczulającego"

- Saturn jest w Koziorożcu, Księżyc jest kątowy, a Słońce też jest kątowe - kariera będzie walczyła z "rodzinnością" i "partnerstwem" tak czy siak

 

Moja sugestia, to odnaleźć typ bardziej miękkiego i uczuciowego faceta, który będzie dawał się podporządkowywać (sic!), aby wspomóc w pracy i karierze. To jest bardzo silny horoskop, żeby kogoś "zdobyć", należy nieco obniżyć swoją stanowczość i swoje zdecydowanie (znaki kardynalne, Baran, Koziorożec, ekspozycje świateł i Saturna). I niestety - wydaje mi się, że musisz stale zachęcać intruzów, by weszli do swojego świata, ponieważ oni mogą czuć względem Ciebie duży respekt. Z tą obsadą horoskopu nie dasz sobie w kaszę dmuchać. Osoby zdobywające Twoje serce - w porządku, można to sobie wyobrazić. Ale zdaje się, że one nie podejdą standardowo, tylko z jakimś zamiarem utarcia nosa, wytrącenia z równowagi, lub podjęcia walki. Taka silna obsada świateł daje sporą emocjonalność i "królewskość" (pomimo Saturna i Koziorożca dalej tak pozostaje), co objawi się w przyszłości w sprawowaniu ważnych ról i funkcji. To się spełni. 

Tematów: 18
Odpowiedzi: 916
Dołączył/a: 2010-03-03
Teksty w działach stałych
astrologia-horoskop.pl
myapie 2015-06-21, 12:20:33

Dziękuję Ci acrux_79 za tak wyczerpującą analizę. To wszystko jest prawda. Od zawsze byłam osobą, dzieckiem takim poważnym, może nie smutnym, ale nie cieszyły mnie jakieś błahe sprawy. 

Właśnie po sesji mam zamiar się gdzieś zapisać. Chciałabym zmienić postrzeganie świata, być bardziej optymistyczną osobą. Usunęłam z mojego kręgu pesymistów, osoby które wylewają żale, a ja muszę tego słuchać. Sama już nie wytrzymywałam.

Jeśli chodzi o mężczyzn- faktycznie zauważyłam taką zależność, że niektórzy traktują od zawsze mnie bardzo poważnie. Nawet jak podchodzą do mnie 1 raz i nie rozmawiamy tak na luzie, ale chłopak naprawdę się spina. Ja zawsze staram sie być miła, ale najgorsze jest to, że jestem nieśmiała. I wstydzę się, boję się wykonać 1 krok. A jeśli nie wykonam to nikt do mnie nie podejdzie. 

Już w gimnazjum i liceum zauważyłam, że jeśli chciałam kogoś poznać czy zdobyć musiałam się zmienić w bardziej zabawową, w bardziej dowcipną i taką jakby idiotkę. Nikogo nie interesowała moja prawdziwa natura- poważna itp. Każda dziewczyna- czy większość- w moim środowisku to osoby głośne, szybko mówiące, mówiące o pierdołach aby zabić czas ( nigdy tego nie zrozumiem, jakby nie można było pomilczeć...), ekscytujące się błahymi sprawami, które dla mnie są naprawdę powierzchowne. Jednak one mają powodzenie, chłopcy podchodzą do nich od razu z zainteresowaniem, flirtują, a mnie traktują jak kumpla na papierosa do egzystencjalnych rozmów. Nie jest to żadna moja fanaberia, ale tak jest. 

Większość moich znajomych wchodzi w związki bardzo szybko po sobie. A ja jakoś nie mogę. Wiem, że wszystko jest proste, nawet jak przewartościuję sobie problemy i życie to i tak coś jest takiego we mnie, że nikt sam nie wykona 1 kroku, tylko ja muszę.

Kiedy napisałeś o tej królewskości i sprawowaniu wysokich funkcji- ok czasem czułam że tak jest. Nie że jestem stworzona do wyższych celów, ale że coś obecnie na mojej drodze mi nie odpowiada. Jednak szybko musiałam weryfikować wyobrażenia z rzeczywistością. Niestety mam bardzo bujną wyobraźnię. Ona mi po prostu przeszkadza w codziennym życiu. 

 

Czyli uważasz, że jeśli ktoś chciałby mnie zdobyć musi zrobić to mi na złość ( w celu utarcia nosa, podjęcia walki?).  Dziwną sprawą jest taka, że ja naprawdę jestem nieśmiała i to jak się zachowuję przy kolegach czy obcych wynika z nieśmiałości. Ja muszę naprawdę nad sobą pracować codziennie, aby np wejść w nowe środowisko i się nie wygłupić, nie być niemową np. To jest taki paradoks, że ludzie mogą mnie brać z rezerwą, bo np czują do mnie respekt, chcą abym ja ich zachęciła- a to ja jestem właśnie nieśmiała i mam trudnośći z poznawaniem nowych ludzi ; P 

 

No nic, codziennie nad sobą pracuję. :) Dziękuję za analizę :)

Tematów: 22
Odpowiedzi: 50
Dołączył/a: 2014-11-06
lupka 2015-06-21, 14:30:46

Wyobraź sobie, w ramach pracy nad sobą, że nie jesteś sama z takim podejściem do życia (statystycznie). Wielu osobom zależy na tym, żeby zrobić dobre wrażenie, żeby się nie wygłupić, żeby nie odstraszać od siebie. Większość ludzi chce być częścią jakiejś społeczności. Więc jak kogoś nowego poznajesz to spróbuj dostrzec w nim człowieka, osobę wrażliwą, która też się stara żeby nic nie zepsuć. I jak spojrzysz tak na drugą osobę to zauważysz, że dobrze jest/wypada czasami tej osobie pomóc w jakiś sposób czuć się w swoim własnym towarzystwie swobodnie. A więc np. pokazać, że  jest się człowiekiem, który też ma swoje lęki, popełnia gafy itd. i umie do tego podchodzić bez wartościowania, w taki sposób jak robią to małe dzieci (jak popełnią gafę to popełnią, zauważą, że to gafa tylko po reakcji rodziców i gdyby nie ich reakcja nie byłoby żadnej gafy ). Więc jak jest w Tobie taki rodzic, który każde zachowanie wartościuje, to wymień go na rodzica, który akceptuje życie i który odpuszcza grzechy i grzeszki ponieważ jest do tego poważny powód: Takie wartościujące podejście do życia nie jest produktywne.  Tego można się dobrze uczyć od Raków (doprowadzają czasami do szału;) ale właśnie tego uczą). Smalltalk jest przydatny, bo działa rozluźniająco na atmosferę. Smalltalk nie musi być powierzchowny i nieautentyczny- to może być pierwsza wymiana informacji o sobie.

Tematów: 19
Odpowiedzi: 562
Dołączył/a: 2011-07-16
Teksty w działach stałych
myapie 2015-06-22, 01:04:14

Dziękuję lupka za odpowiedź. Stawiam sobie za wysoko poprzeczkę we wszystkim. Nie wiem dlaczego. Nie osądzam ludzi, ale czasem jak ktoś się pomyli czy zrobić coś źle to to bardzo mi wadzi. A ja nie jestem idealna. I chyba powinnam zmienić się na bardziej asertywną. Obecnie większość ludzi mnie lubi, nie jest tak, że mam wrogów. Jestem miła- bo nigdy sobie wrogów nie robilam, nie wiem po co miałabym robić. Jesli nie chcę się z kimś zadawać po prostu do niego nie piszę, nie rozmawiam z nim nie spotykam się.  Ale nigdy się nie kłóciłam poza domem rodzinnym. Może raz czy dwa razy. 

Wydaje mi się, że zbyt dużą uwagę skupiam na swojej własnej osobie. To jak się zachowuję, to jak się ubieram, to jak mówię. Nie wiem czy chcę być idealna ale nawet z tą poprzeczką czuję, że jej nie przeskoczę. Chcę osiągnąć jakiś ideał nie wiem jaki.

 

Tzn domyślam się o co chodzi. Może trochę mi odbiło po erazmusie. Pojechałam sama na rok do obcego państwa i spędziłam erazmusa nie tak normalnie na imprezach, ale na samodokształcaniu, samodoskonaleniu. Byłam w środowisku ludzi odrobinę starszych, nie takim studenckim jak teraz jestem. Zauważyłam, że miałam jakby 'innych' znajomych niż tu w Polsce. Bardziej kulturalnych,  znających się na sztuce,. Większość ludzi nie piła tyle , mogła się bawić bez alkoholu. Byliśmy normalni, imprezowi, młodzi, ale kiedy wróciłam z tego pobytu znowu zastałam taką atmosferę aloholu, imprez, brudu, mojego miasta. Ci sami ludzie. I wydaje mi się, że od tego momentu chcę znaleźć podobnych ludzi jakich miałam za granicą. Tylko, że różniło ich to, że nie piją piwa i nie są tak ordynarni i chamscy- nawet jak ktoś był mną zainteresowany robił to w subtelny sposób. A tutaj zawsze spotykałam się z jakimś chamstwem i niedojrzałością (?). Sama nie wiem jak określić. Tam nawet dziewczyny nie piły piwa, raczej wino czy drinki, były subtelniejsze, mówiły ciszej, nie krzyczały. Może to też jest po prostu wina miejsca, w którym byłam. Patrzę teraz na obecnych znajomych przez pryzmat tego wyjazdu i to mi nie odpowiada. Muszę zmienić swoje spojrzenie i zaakceptować, bo wiem, że oni mnie lubią, a ja nie mogę ich zmienić. Nie mogę oceniać ludzi przez ten pryzmat.

 

Mam coś takiego, że obecnie boję się nawet z kimś poznać bo boję się, że wyjdzie ze mnie to porównywanie i jakiś osąd. To we mnie siedzi. Nie chcę żeby tak było i dlatego się nie angażuję w nic. Dosłownie. W nic. Nawet zaczęłam wolontariat i go nie skonczyłam. Ciągle myślę. Myślałam , że mi to przejdzie a wcale mi ni eprzechodzi. Myślałam, że jak zacznę uprawiać sporty to mi przejdzie- nie przechodzi. Boję się, że zostanie mi to do końca życia i że wraz z wiekiem będzie się to pogłębiać. Że ludzie będą żyli swoim życiem, a ja będę obok i skończę jak baba z kotami.

 

Tematów: 22
Odpowiedzi: 50
Dołączył/a: 2014-11-06
 


<< powrót do strony głównej                                                                                                                                                                                                                                                          
Strona Sollunari używa plików cookies do prawidłowego działania strony.
Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia.
Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej.
ZAMKNIJ
Więcej informacji udostępniamy w naszej Polityce prywatności.