Sollunari


Wiosenne eklipsy 2015

 

Wiosenne eklipsy (najpierw Słońca z 20.03.b.r.a po nim zaćmienie Księżyca z 4.04.b.r.) uwalniają i intensyfikują zauważalny od dłuższego czasu schizofreniczny pęd ku zagładzie starego porządku, który może być powstrzymany tylko przez Saturna w Strzelcu. Jego (Saturna) analogią jest surowe prawo, nakaz moralny, siła wobec bezprawia.

 

Ludzkość wydaje się być w fazie regresu w czas „dzieciństwa", w którym brakowało „opieki rodzicielskiej" a szczególnie „matczynej" i teraz brnie w kompensację polegającą na żądzy posiadania i podboju. Niedosyt miłości otrzymywanej, brak możliwości dawania miłości, bądź sprowadzanie jej do żądzy, mają swe źródło w głodzie uczuciowym i wszelkim niespełnieniu.

 

Zaznaczy się przemożna potrzeba prowokowania losu, aby sprawdzić na co nas stać i czy cokolwiek i ktokolwiek jest w stanie nas zatrzymać. Wystawianie siebie i innych na próbę następować będzie z tej jednej jedynej podświadomej przyczyny i motywacji czyli dla ustalenia, czy nas kochają, pożądają, szanują, czy im zależy. Ewentualnie dla ustalenia, jakie są granice wytrzymałości tej drugiej strony na manipulacje i którą z histerycznych i infantylnych zachcianek ego można spełnić.

 

Prowokatorzy zmian ustalonego porządku na świecie potrzebują upewnić się, że ich władza ograniczana jest przez coś, co ich przewyższa i daje odpór niskim instynktom, wprowadza ład i porządek w chaosie możliwości. W świecie pozbawionym autorytetów nie da się żyć, tak samo jak niepodobna wejść na wyższy stopień rozwoju w świecie, który nie ma siły do przeciwstawienia się złu. Paradoksalnie burzyciele spokoju społecznego chcą tego samego, co jego obrońcy a mianowicie, chcą mieć świadomość i wiarę w wyższy sens wszechrzeczy. Im większy opór i bardziej zdecydowany sprzeciw wobec samowoli, tym większe poczucie, że jednak jakieś zasady istnieją, że nie wszystkie ideały i idee są przebrzmiałe, że rzeczywistość odpowiada na dręczące pytania a naruszenie prawa ludzkiego i/lub boskiego spotka się ze stosowną karą.

 

Zaćmienie Słońca wypada w 30 stopniu Ryb a Neptun z Merkurym w koniunkcji dominują na MC w domu IX. Zapowiada to spontaniczną popularność bądź spełniającą się przepowiednię, w groźniejszych przejawach urzeczywistnienie bajkowego snu, w którym ożywają postacie z bajek dla dzieci lub z mitów. To wskazanie na występowanie w dwóch rolach jednocześnie, działanie pod przykrywką, podszywanie się pod cudze dokonania, działanie z motywem „podwójności" lub przemiany jednej postaci w drugą (patrz np. bajka „Żabi król"). Merkury z Neptunem daje złudzenie, że mamy do czynienia z dwuznacznością sytuacyjną, działaniem przez pełnomocnika, multiplikacją osobową, podwójnym awatarem internetowym, który zaciemnia nam obraz i nie wiemy, z kim mamy do czynienia.

 

Eklipsa Księżyca w 15 stopniu Wagi na szczęście uwalnia od tego rodzaju zachowań. Daje łatwość podążania swoją drogą, bez oglądania się na innych. Tym niemniej nie obędzie się bez strat i konieczności zapłaty za lekkomyślne decyzje. Merkury, jako magiczny prestidigitator, będzie musiał zrezygnować z szybkich okazji handlowych, tanich chwytów pod publiczkę, dokonywać wyborów świadomie: wybierać między dwiema imprezami w tym samym dniu, między dwoma pretendentami do ręki, dwoma związkami, dwiema posadami, itd.

 

 

Świat (kosmos) odpowiada na myśli człowieka. Uważaj, o czym myślisz, a spełni się w dwójnasób.

 

Krystyna Daca        

 

Komentarz:

 

Dawno to było, ale wiadomości odnosiły się do jakiegoś zaćmienia. Bałakali mądre astrologi, że ono zjawisko oznacza błąd, pomyłki, braki w jasności widzenia, cierpienie i takie tam. Nie pomnę, bo nazwali to eklipsą, czy jakoś tak, a na dźwięk tego określenia dostaję wściecza pisiecza, jak mawia  wiejski Ataman. Merkury w retro miał iść w tany z Saturnem, Neptun w trygonie do Urana mylił kroki, bo mu się orientacja zaburzała. Do towarzystwa dociągnęła Wenuska w kwadraturze z ośkami, co miało podkreślać, że pomocy u innych będę szukał. I to intensywnie. Wkurzyli mnie setnie. Gnidy dworskie. A już najbardziej ta mądralińska, co to przepowiadała kłopoty z komunikacja, problemy i braki w kontaktach, rozwiązywanie po kilka razy tego samego problemu, no i na okrasę niezdecydowanie w przedmiocie wyboru metod działania. Musiałem spożyć krople na uspokojenie. Dopiero trzecia szklaneczka soli trzeźwiących przyniosła oczekiwane ukojenie.

 

Nie pomnę też, wszak pamięć rodzaju żeńskiego, a zatem zawodna, czy dokładną mapę okolicznego nadleśnictwa  listonosz dostarczył z łykendowym wydaniem Chłopskiej Drogi, czy też Babskiej Ścieżki. W każdym razie mapa była dokładna, niemal wojskowa. Wiadomo,  dotacja unijna zrobiła swoje.  Jakoś tak do zapowiadanego zaćmienia brakowało z dwa, może trzy tygodnie, gdy naszło mnie, że czas się wybrać po owoce na stół zimowy.  Sprzęt był zgromadzony, chomąto właściwe do lasu tylko założyć, skoki gumowe celem skompletowania gustownej całości, no i z dorożkarzem się umówić. Detalicznie miał następnego dnia jechać w tę stronę, i to z rana. Jaka zaraza schowała mapę, lubo wywołała pomroczność jasną, nie wybadałem. I niech mi nikt nie gada, iż prostaczka jego baniak może nawalać, bo sama pomroczność zarezerwowana dla domu panującego. Nawet tłumok wie, że próżnia nie boli.

 

Woźnica stawił się akuratnie, dyszlem wykręcił w stronę właściwą i pomknęliśmy do kniei. Przy  słupku nr 284 miał  się stawić za 3 godziny. Słońca co prawda nie było, ale co to za przeszkoda. Wiadereczka pełne, czas wracać. By to perski byk powąchał, wszystkie drzewa okrągłe, dukty identyczne, ale coś mnie tknęło, że wracam w to samo miejsce. I to już czwarty raz.  Ręce rozłożyłem, by zasięg na komórę złapać, ale tylko cisza odpowiadała.  Weź się, i powieś. Gdzieś na jakimś wzgórku coś drgnęło, ale po chwili zasięg diabli wzięli.  Umówiony czas przy słupku nr 284 dawno minął. Młodzież Wszechpolska odebrała wreszcie telefon, wysłuchała i stwierdziła, że za moment mapa będzie przesłana. Dziecię inteligentne, w świecie obyte. Wiadomo, po matce. Owszem, mapa doszła, ale patrzałek nie miałem, bo po co w kniei lornety, gdy wszystko widzę. Jakoś się strony nie dogadały co do właściwego kierunku marszruty, bom wylądował  przy wieży jakowejś. Kamień tam był, z numerem. Podałem Młodzieży najnowsze namiary z dżipiesa, celem  wdrożenia operacji pod kryptonimem " Buty i herbata".

 

Siedzę ci ja na tym kamieniu, kroku zrobić nie mogę, bo zasięg ginie, ale dostrzegłem dwa prawdziwki, urody przecudnej. Oczekiwanie skracałem rozmową z Mądralińską  w przedmiocie olśnienia. W potoku ciskanych gromów, okraszanych astrachańskimi i nastajaszczymi błyskami, interlokutorka zdołała pojąć, że wyprawa ratunkowa ma tylko jeden cel: ustalić -  gdzie się taki trep ulung. Minęło nieco czasu, gdy na  ścieżce dostrzegłem uśmiechniętą latorośl. Okazało się, że od drogi dzieliło mnie jakieś 200 metrów. Komitet Centralny okazał swoje niezadowolenie, bo wiekopomna okazja zostania wdową  minęła.

 

Wkurzony na świat, w stroju wyjściowym udałem się do sklepu wiejskiego, bo domowe źródełko wyschło. Barbapapa za ladą błysnęła okiem kaprawym obwieszczając wieść hiobową.  Mózgogwoździe są tylko dla  miejscowej elity, denaturat dla wybranych, a dla pospólstwa, do którego mnie zaliczono, żadnego tyfusu nie ma. Na szczęście Apollo Cymbałek , nie za bardzo otrzeźwiały od wczoraj, robił zbiórkę na jednostkę informacyjną. Po sprawdzeniu, że należność jest właściwa (jeszcze premii się domagał), oświecił mnie, że Dziadek Holcgaz  z żyta napoje serwuje, wyrobu własnego.  Popłuczyny, musztardówka gratis. Konsumpcja na miejscu.  Po drugim szulim, na wzmocnienie inteligencji, gdy po zgłupieniu do rozumu zacząłem dochodzić, Baron Cygański chciał mi wpuścić w  pozłacany brąz za monetarne złoto, oświeciło mnie. Tak jest, mapa znajduje się w książce zatytułowanej "  Fala. Studium zaćmienia " . W innym czasie byłbym wyprostował Barona gdzie w kącie, ale radość mnie naszła. Mapa stała dumnie schowana przed oczami ciekawskich. No, i to by było na tyle w zakresie wytłumaczenia z jakiego powodu wyraz "eklipsa" budzi u mnie takie emocje. W każdym razie odrabiam narozrabiane, studiując  wszystkie okoliczności przed zaćmieniem. A po nim - w szczególności. Mapa została skopiowana i na wszelki wypadek  jest w garniturze leśnym.

 

                                                                                                                                                            Starybosman

 

 

 

 



<< więcej artykułów dotyczących Słońca


<< powrót do strony głównej                                                                                                                                                                                                                                                          
Strona Sollunari używa plików cookies do prawidłowego działania strony.
Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia.
Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej.
ZAMKNIJ
Więcej informacji udostępniamy w naszej Polityce prywatności.