Sollunari


W poszukiwaniu mocy Plutona

Energia Plutona przejawia się w naszym codziennym życiu na wiele sposobów. Jest obecna, gdy ktoś się rodzi lub umiera, podczas medytacji jogina, w trakcie transformacji poczwarki w imago motyla, w czasie erupcji wulkanu, podczas aktu terroru i wybuchu bomby, w trakcie uniesienia seksualnego, także gdy czujemy się bezsilni lub gdy podlegamy działaniu siły wyższej, nie dającej się powstrzymać. Rodzaj transformacji, która jest nam pisana wynika z posadowienia Plutona oraz jego aspektów w horoskopie natalnym.

Czym innym była energia Plutona dla Portugalczyków, którzy przybyli do wybrzeży dzisiejszej Brazylii i założyli miasto Salvador (29.03.1549r.), a następnie wzmocnieni posiadaną władzą zajęli się handlem niewolników. Czym innym natomiast była siła i moc Plutona dla tych ostatnich. Ci pierwsi dopuszczali się najgorszych nadużyć władzy i niewyobrażalnych okrucieństw, uzurpując sobie prawo rozporządzania życiem i śmiercią innych ludzi. Drudzy w bezsilnym gniewie musieli godzić się ze swoim losem.

W okolicach Salvadoru zajmowano się uprawą trzciny cukrowej a następnie pozyskiwano z niej cukier. Cukier był bardzo dobrym towarem eksportowym, toteż ilość plantacji wzrastała w szybkim tempie. Jednakże do pracy na plantacjach potrzebna była siła robocza, której stale brakowało. Uznano, że rozwiązaniem tej kwestii będzie sprowadzenie niewolników z Afryki Zachodniej. W okresie tzw. niewolnictwa pojmano około 5 milionów ludzi do pracy na plantacjach trzciny cukrowej tzw. Recôncavo albo sprzedawano ich do innych rejonów Brazylii. Targ niewolników w Salvadorze znajdował się w dzisiejszej dzielnicy Pelourinho. Posłużył do dalszego wzrostu władzy plantatorów. Ogrom nieszczęścia i tragedii zakończył się wraz ze zniesieniem niewolnictwa w 1888r., kiedy to niewolnik w świetle prawa przestał być rzeczą, tj. przedmiotem praw rzeczowych innej osoby i zgodnie z prawem nie mógł być już sprzedawany, kupowany, użyczany, darowany ani zabijany.

Zwiedzając dzisiejszy Salvador wyczuwa się nadal plutoniczną energię tego miasta. To dalej ta sama energia, ale nie jest już destrukcyjna. Większość mieszkańców to potomkowie dawnych niewolników i dlatego wpływy kultury afrykańskiej widoczne są na każdym kroku. Doszło do swoistej transformacji, metamorfozy. Język portugalski przejął mnóstwo słów afrykańskich, kuchnia Salvadoru ma wiele wspólnego z kuchnią afrykańską a religia chrześcijańska ma związki z bóstwami afrykańskimi Candomblé i odwrotnie. Miejsce dawnego targu niewolników to dzisiaj starówka Salvadoru, wpisana na listę Unesco, wizytowana i oblegana przez turystów. Także i dzisiaj w tym miejscu przebywa dużo ludzi a w miejscach szczególnych postawiono wiele kościołów, w których odznacza się siła religii.

Pluton przejawia się tutaj również w dużej swobodzie seksualnej, zabawie i tańcach, ale tylko w porze karnawału. Wprawdzie karnawał trwa oficjalnie przez 4 dni, od soboty do wtorku przed środą popielcową, ale praktycznie zabawa trwa przez całe lato i wiąże się z doświadczeniem religijnym. W Salvadorze grupy afoxe, wyznawców Candomblé wychodzą w przebraniu na ulice z transparentami i obrazami swoich patronów, najczęściej afrykańskich bóstw, dla których śpiewają i składają ofiary.

Tancerz Candomblé jako religia została przywieziona wraz z pojmanymi w celu zniewolenia kapłanami afrykańskich religii animistycznych. Candomblé to nietuzinkowy przykład analogii astrologicznej na transformację plutoniczną. W okresie niewolnictwa była praktykowana w tajemnicy i zakazana przez kościół katolicki. Pod wpływem katolicyzmu przejęła część świętych do swojego panteonu bóstw. Wyznawana jest tylko w Brazylii, jej wyznawcy mogą być jednocześnie wyznawcami innych religii, toteż kościół rzymskokatolicki nie sprzeciwia się jej wyznawaniu (sic!).


Salvador jest miejscem, w którym narodziła się capoeira - sztuka walki stworzona przez niewolników, polegająca na zadawaniu ciosów nogami, wystylizowana na taniec. Niewolnikom zabraniano ćwiczenia się w boksie i innych formach walki, toteż celowo nadano tej sztuce formę taneczną. Muszę przyznać, że to dość widowiskowa forma przejawiania się energii Plutona. Przy uprawianiu capoeiry duże znaczenie ma muzyka, co jest rzadkim dodatkiem do sztuk walki. Wiąże się ona z Candomblé, nadaje rytm ceremonii i -jak twierdzą znawcy- wprowadza w trans, który otwiera kanał łączności z bóstwami.

Na zdjęciu poniżej widoczne są dwie analogie Plutona. W tle widać stary port obronny z czasów władzy plantatorów a na pierwszym planie ludność Salvadoru cieszącą się życiem, wolnością i emanująca seksualnością, jaka może przejawiać się na plaży.

Salvador 2009

*
Amazonka jest rzeką o długości 6400 km a jej źródła znajdują się na wysokości 5190 m n.p.m. w Andach w Peru. Ma ponad 1000 rzecznych dopływów i jest to największe dorzecze na świecie, które porastają największe lasy tropikalne, stanowiące połowę wszystkich lasów deszczowych na Ziemi. Kraina ta, stanowiąca niewątpliwie płuca Ziemi, nazywana jest Amazonią, niezależnie od 9 granic państwowych, które przez nią przebiegają. Zajmuje obszar 7 mln km2. W sercu Amazonii, mniej więcej 1300 km od ujścia Amazonki, na obszarze Brazylii powstało miasto Manaus. W pobliżu Manaus, do Amazonki wpada inna rzeka -Rio Negro (czarna rzeka), której nazwa pochodzi od ciemnego koloru wód w niej płynących. Rio Negro jest największym (długość 2400 km) lewym dopływem Amazonki. Na zdjęciu widać wyraźnie miejsce mieszania się wód Amazonki z wodami Rio Negro. Ciekawa plutoniczna transformacja.

Manaus było początkowo fortem obronnym, który założyli Portugalczycy w celu obrony przed Hiszpanami. Fort rozwinął się w port rzeczny. Z uwagi na dużą głębokość Amazonki w tym miejscu mogą tu docierać nawet statki oceaniczne. Manaus leży na wysokości 26 m n.p.m., co oznacza, że średni spadek rzeki wynosi zaledwie 0,02%. W innych miejscach rzeka nie ma tak wyrównanego poziomu wody, wzbiera dwukrotnie w ciągu roku, a najwyższy poziom stanu wody uzyskuje w kwietniu.

Port w Manaus służył przede wszystkim jako baza transportowa dla pozyskiwanego z całej Amazonii kauczuku naturalnego. Największy rozkwit miasto przeżywało w latach 1890-1920. Dzięki temu bogactwu teren ten wzrastał w siłę i obecnie przekształcił się w ponad półtoramilionowe miasto z portem lotniczym.


Z amazońskiej dżungli (drogą lądową, potem rzeką), dotarliśmy po kilku godzinach do portu w Manaus, aby już w totalnej cywilizacji udać się na lotnisko i odlecieć do stolicy kraju Brasilii. Tam przesiedliśmy się na inny samolot, który w tym kraju jest koniecznością wobec braku dróg lądowych i spełnia rolę podniebnej taksówki. Naszym celem były wodospady rzeki Iguaçu. W tym celu musieliśmy pokonać kolejne setki kilometrów, aby dotrzeć do granic Brazylii z Argentyną i nieodległym Paragwajem.

Tam gdzie dorzecze rzeki Iguaçu łączy się z inną rzeką- Paraną powstaje ogromny kompleks wodospadów o wysokości 72 m (Niagara ma 60 m wysokości w najwyższej części), a obszar dopływów dookoła wodospadów zajmuje powierzchnię wielu hektarów dżungli lasów deszczowych. Wodospad składa się z ok. 270 kaskad, a jego szerokość dochodzi do 2500 m. Same wodospady można oglądać zarówno od strony brazylijskiej jak i argentyńskiej. Po stronie argentyńskiej trzeba koniecznie obserwować la Garganta del Diablo -Gardło Diabła, gdyż tutaj jest ono na wyciągnięcie ręki. Stojąc tak blisko ryczącej wody ryzykuje się utratę słuchu. Im dłużej stoi się w tym miejscu, tym bardziej człowiek się uspokaja. Dookoła mnie nikt nic nie mówił, ale nie dlatego, że i tak nic nie byłoby słychać, tylko że tam trzeba było MILCZEĆ.

Popłynęliśmy łodzią pod wodospady. Mieliśmy wszelkie zabezpieczenia, nie tylko po to, aby nie przemoknąć ale również kamizelki ratunkowe, ze strachu przed najgorszym. W momencie kulminacyjnym, kiedy łódź zetknęła się z parą wodną i strumieniami wody, w jednej chwili byliśmy mokrzy od stóp do głów. Wody było tak wiele, że nie można było oddychać. Kamizelki nie były niezbędne, gdyż łódź na szczęście nie wywróciła się, pomimo trudności. Trwało to z przerwami zaledwie kilkanaście minut, a nam wydawało się, że jesteśmy tam bardzo długo...

Wodospad
Są pewne miejsca na Ziemi, gdzie źródła mocy działają w szczególny sposób i gdzie mają miejsce rzeczy bądź zjawiska znaczące. W takich punktach energetycznych Ziemia oddaje swą moc. Można zaobserwować to w miejscach kultu religijnego, do którego lgną pielgrzymi z całego świata; w sercu dżungli amazońskiej, gdzie wobec trudu i odosobnienia jesteśmy w specyficznym stanie ducha; przy ogromnych wodospadach, których siła i moc przeraża i uspokaja zarazem; na szczycie góry, gdzie doświadczać można tylko swojej małości i pokory. Doświadczenie religijne, wtajemniczenie, misterium, epifania. Będąc w drodze do takiego źródła mocy, w czasie pielgrzymowania lub wędrówki, dzięki upływowi czasu wyciszamy się i schodzimy w głąb siebie. Wszystkie przeszkody, które spotykamy na tej drodze a także trudy podróży, które pokonujemy oczyszczają nas i przygotowują do tej chwili, w której doświadczać będziemy przekształcającej mocy Plutona.

Wodospad

Ukończono 14.09.2009r.

© Krystyna Daca



więcej artykułów dotyczących poszukiwań Plutona




<< powrót do strony głównej                                                                                                                                                                                                                                                          
Strona Sollunari używa plików cookies do prawidłowego działania strony.
Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia.
Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej.
ZAMKNIJ
Więcej informacji udostępniamy w naszej Polityce prywatności.