Sollunari

Maszowa i Starybosman: "Horarna współpraca"

horariusz z pytaniem o PIT Starego Bosmana
horariusz z pytaniem o PIT Starego Bosmana

 

Maszowa:


Świtem bladym zerwał mnie z błogiego snu dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i wszystko było jasne -  dla niektórych mój "blady świt" jest niemal środkiem dnia. Po dramatycznym powitaniu przerywanym prośbami o wybaczenie za tak wczesną porę usłyszałam jeszcze dramatyczniejszą prośbę.

Myślicie, że to było coś w stylu: - Słuchajcie no Maszowa, jest okazja do ćwiczeń, zróbcie mi ładny horariusz na okoliczność zagubienia dokumentów ... ?  Otóż nie. To był prawdziwy dramat.
- Bardzo cię proszę, spróbuj użyć tej swojej astrologii i pomóż staremu bałaganiarzowi, bo będzie straszna bieda. Gdzieś mi przepadły dokumenty - wczoraj przygotowane, dziś miałem wysłać do urzędu ... szukam i kicha! - nie ma, kamień w wodę.

 

Stary Bosman:


Starożytni Rosjanie mawiali: wysłuchaj zawsze drugiej strony, więc i ja  dam głos, by prawda ujrzała światło dzienne. Z tym dramatem to już przesada. Po prostu, Muza przypomniała stare porzekadło pszczół o tym, że pieszy jadącemu na ośle winien zawsze mówić - jakże ma pięknego konia.  A ponadto, nawet w niskim korytarzu cesarz musi pochylić głowę. Ot, wszystko. Po drugie, trzeba zawsze kapinkę podramatyzować, wtedy proszony uzyskuje dodatkowe impulsy, energię, czas i wszystko, co niezbędne. Innymi słowy - proś, a będzie ci dane.

 


Maszowa:


Co było robić, nie ma innej rady tylko spytać o zdanie Wielką Panią Astrologię.
Godzina horariusza jak widać - niemal "nocna", gdy siadłam przed komputerem, mój strój także do wieczorowych nie należał.
Ale nic to, ważne, żeby coś zaradzić, bo o pomoc nie byle kto prosi.

 

Patrzę więc szybko na horoskop. Pierwszy rzut oka mnie uspokoił - naturalny władca zaginionych rzeczy jest władcą II domu, czyli wygląda na to, że astrologia jest skłonna "przemówić". Szukam w takim razie Merkurego ... nie mam zbyt wiele czasu, więc staram się być równie szybka jak on. Jest w Baranie, oślepiony przez Słońce, w dodatku wciąż się do Słońca cofa, więc będzie jeszcze bardziej ślepy - znaczy, że dokumenty są "na oczach" ale i tak nikt ich nie widzi. Więc pewnie w domu ...

Gdzie to może być? W podręcznikach o XII domu mówi się, że to pomieszczenie na końcu budynku, na przykład garaż, pakamera, albo inna graciarnia. Ale ja przecież nie znam rozkładu mieszkania, więc muszę albo podać wszystkie możliwości, albo zgadywać - wybieram to pierwsze. Rzucam przykłady: garaż, pakamera, składzik, graciarnia.

Merkury w Baranie to powinno być miejsce ciepłe, ale jakim cudem garaż miałby być ciepły? - trochę mnie to zbiło z tropu. W bliskim sąsiedztwie Mars - czyżby chodziło o kotłownię albo jakieś inne pomieszczenie związane z ogniem?
OK, z grubsza (no, niech to się tak nazywa) wiadomo, gdzie szukać. Teraz kwestia ważniejsza - czy, a jeśli tak, to kiedy się znajdzie?
Sygnifikatorem pytającego jest Wenus i Księżyc. Wenus nie utworzy z Merkurym żadnego aspektu. Niedobrze.
Ale jest przecież Księżyc. I on już niedługo ustawi się w sekstylu do Merkurego. Jest dobrze! - zguba się znajdzie.
Do aspektu Księżyca z Merkurym brakuje około 10 stopni, znak zmienny wskazuje na średni czas, jaki musi upłynąć... lata czy miesiące odpadają, więc najdłuższy może być miarą dni, średni - to powinny być godziny. Trudno, trzeba strzelać - mówię więc, że dokumenty znajdą się po powrocie z pracy.

Księżyc, zanim "spotka się" aspektem z Merkurym, znajdzie się w trygonie z Saturnem. Czy Saturn go może zatrzymać? Pewnie będzie próbował i zniechęcał do poszukiwań, ale że jest w Wadze, to może ( występując w osobach współpracowników) jednak udzieli jakiejś pomocy.

Stary Bosman:

 

Jak to wyglądało  od początku? Ano, prosto, jak budowa cepa. Nieoceniona pani Małgosia, znając moje słabości ( czytaj: "maślak znów coś sknoci") przypomniała na odchodnym o konieczności zrobienia trzech kopii dokumentu, bo jeden dla skarbówki, drugi dla mnie, a trzeci - bo taki regulamin pracy. Miałem jeszcze, po myśli regulaminu, dołączyć inny dokument, ale ten formularz był w domu. Uznałem, że wrócę z biura, wypełnię i następnego dnia porobię kserokopie i oddam, żeby mieć święty spokój.  Zeznanie podatkowe schowałem do "koszulki" i dam się pokroić w plasterki, że włożyłem do teczki i przywiozłem do domu. Pamiętam, mimo że pamięć rodzaju żeńskiego, a zatem zawodna, że  PIT 37 położyłem w swoim pokoju na widocznym miejscu. Ślepy by go dojrzał, jeśli idzie o ścisłość. Zabrałem się za wypełnianie dodatkowego formularza, tzn. przepisałem z poprzedniego roku, tylko daty zmieniłem i.... już miałem  dołączyć do "koszulki" z zeznaniem podatkowym, .... ale PIT 37 wcięło. Na amen. Kipisz okrutny, nerw straszny, bez kija nie podchodź, ale zeznania jak nie było, tak nie ma.  Jedyna pociecha - zostawiłem w biurze. Znajdzie się jutro. Następnego dnia, przyjechałem pół godziny wcześniej (co za poświęcenie) i szukam. Kamień w wodę, dzieci po dzieciach. Nie ma. Weź się powieś, nie ma, i już. Koleżanki zaoferowały pomoc, odtwarzały  moją drogę z dokumentem i końcowo wyszło, że zabrałem do domu. Innego tłumaczenia nie było. No cóż, trzeba iść do pani Małgosi, by odtworzyła zeznanie, ale tu nagle pojawiła się Muza i z tym momentem naszła mnie światła myśl (prawda, rzadkość to u mnie okrutna, wiadomo chłop - jednostka upośledzona, jak mawia Komitet Centralny i Młodzież Wszechpolska, znaczy ślubna z córką), poprosić o pomoc Maszową

 

Przyznam, wysłuchała spokojnie, przeprosiny i kajania przełknęła z właściwą sobie godnością i przyrzekła pomoc.  W pijackim widzie nie spodziewałem się, że odpowiedź będzie tak szybko. W rozrzutności swej zakładałem, że może wieczorem, ale tak wcześnie?  Po godzinie? Cóż potrafi kobieta odpowiednio zmotywowana. Chłop potęgą jest. I basta. 

 

Prawda, padało kilka określeń miejsca, a tym także garaż, ale ten odrzuciłem z powodów obiektywnych. Nie dawało mi spokoju określenie " graciarnia" oraz coś, co miało związek z ciepłem, ogniem, ale nie potrafiłem skojarzyć. No tak, jak barana oślepi Słońce, to musi przejrzeć na oczy. I wtedy cosik mi się zaczęło kojarzyć w pustej głowie. Kiedy jeszcze Maszowa podpowiedziała, że to ma jakiś związek z Marsem, zaskoczyłem, że idzie o taką szufladę, gdzie, co do zasady  leżą rachunki oraz wszystkie zeznania podatkowe z lat ubiegłych. A ten Mars? No tak, nad szufladą są książki o tematyce wojennej - lotnictwo i marynarka. Jak nie patrzeć - z ciepłem miało bardzo wiele wspólnego. Ale kiedy Maszowa ogłosiła, że po powrocie do domu zeznanie znajdę (podała dokładny czas - po 8 godzinach od rozmowy), mordeczka uśmiechnęła się od ucha do ucha. Gdzie było zeznanie podatkowe? Tak jest, w graciarni. Włożone do środka, żeby mi nikt nie ukradł. Potem zacząłem odtwarzać "drogę " dokumentu. Owszem, położyłem na biurku, po powrocie z pracy, ale po chwili wróciłem, zabrałem zeznanie, wyjąłem z "graciarni" formularz, który miałem wypełnić, a zeznanie zamiast niego odłożyłem do szuflady.  Oczywiście, nie ponoszę żadnej winy, to wszystko robota mojego kumpla, Alzheimera.  Jasne, że o zwycięstwie nie omieszkałem powiadomić Maszowej, tokując o tym, jakie to chłopy mądre i jak świetnie kojarzą fakty. Przyznam, że dano mi się wygadać. Tylko  dlaczego Maszowej mowę odjęło, pojęcia nie mam!. Zapewne była wielce kontenta z powodu, że astrologia horarna działa.

...

 

 

horariusz dotyczący poszukiwania paszportu
horariusz dotyczący poszukiwania paszportu

Maszowa:


Od kiedy sięgam pamięcią, zawsze chciałam być Dobrą Wróżką. jako dziecko układałam własne bajki, w których potrafiłam wyczarować potrzebne rzeczy i wiedziałam o wielu sprawach zanim wyszły na światło dzienne. Dorosłam, jak to zwykle bywa, ale z tych pragnień wcale nie wyrosłam, więc kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z astrologią horarną, zamarłam w zachwycie. Niewiele myśląc postanowiłam spróbować: postawiłam pytanie, wyrysowałam radix i ... zagapiłam się jak sroka w gnat. To jakiś galimatias, jak mam to ugryźć? (Ascendent horariusza wypadał w 29 stopniu znaku, ale ja wtedy nawet tego nie rozumiałam).
Minęło kilka lat, podczas których wyłapywałam każdą dostępną wzmiankę, każdy artykuł, każdą rozmowę na ten frapujący mnie temat.
Okazja do ćwiczeń na żywych organizmach pojawiła się zupełnie znienacka kiedy koledzy w pracy "nakryli" mnie przy czytaniu Podręcznika astrologii horarnej Johna Frawley'a. Było trochę dokuczania, trochę śmiechu i żartów, ale w końcu jeden stwierdził, że właściwie jemu to by się taka "wróżka" przydała, bo zapodział gdzieś paszport a wkrótce będzie go potrzebował.
To była moja wielka próba. Zanotowałam godzinę pytania i po powrocie do domu usiadłam nad horariuszem.

 

 

Bardziej intuicją niż wiedzą się posługując, napisałam nocą  e'mail z odpowiedzią:

"Jeśli paszport nie zginął tylko został odłożony nie na swoje miejsce, to wiele wskazuje, że jest w miejscu, gdzie często przebywa babcia. Leży w ciemności, przy ściance gipsowej, w pobliżu źródła ciepła oraz wśród rzeczy przeznaczonych do wyrzucenia na śmietnik. Powinien się znaleźć w ciągu najbliższych 7 dni.

Intuicja, ale już nie astrologia, podpowiada mi, że trzeba szukać szybko, bo w każdej chwili może zostać wyrzucony."

 

 


Rano w pracy powitały mnie okrzyki podziwu. Okazało się, że tylko z określeniem czasu miałam poślizg, bo to nie było 7 dni a 7 godzin. Jeszcze tego samego dnia wieczorem kolega zadzwonił do swojej mamy (mieszkającej razem z babcią)  i przez telefon dyktował jej, gdzie ma szukać. Paszport znalazł się w pokoju babci, wciśnięty (w ciemności) między szafkę a kawałek płyty gipsowej przeznaczonej do wyrzucenia. Obok szafki stała stara niesprawna dmuchawa (źródło ciepła i rzeczy przeznaczone na śmietnik).

Nooo, po takich sukcesach to ja się mogę dalej uczyć. I to z entuzjazmem.

Trochę mnie zniechęca, gdy horariusz pokazuje jakieś niepowodzenie, jak w przypadku poszukiwania pewnej zaginionej przez kilkoma laty książki...


Stary Bosman:

 

 


Detalicznie wyglądało to następująco:  książkę przeczytałem z zainteresowaniem, odłożyłem na półkę i ... zapomniałem o niej. Któregoś dnia mnie "naszło", by wrócić do lektury.  Wcięło ją i tyle. Klnę się na Seta i wszystkie demony, że książki nie pożyczałem, bo nie mam takiego zwyczaju i powinna być w domu. I wtedy Muza podpowiedziała rozwiązanie.  Krótki mail do Maszowej z prośbą. Wskazania były istotnie precyzyjne i kierowały uwagę na kogoś, kogo określałem jako Lwica. Niestety, musiałem poczekać (co horariusz precyzyjne podnosił) bodajże osiem dni ( prawda, Lwica była nieobecna). Kiedy wróciła, po wysłuchaniu i sprawdzeniu według miejsc wskazanych w horariuszu, orzekła, że książki nie ma. Ponadto, niestety, ale nie pożyczałem jej tego studium. Szybka wymiana stanowisk z Maszową wywołała niezbędne korekty, ale z odpowiedzi wynikało, że poszukiwana książka jest bezpowrotnie utracona i nie wróci. Tutaj muszę oddać, że wskazania były precyzyjne i sam zachodziłem w głowę, jakim cudem Maszowa potrafiła tyle wyczytać z horariusza, wszak o mieście z wyższą uczelnią oraz związku z nią nie mogła wiedzieć. Nigdy o tym nie wspominałem. Zresztą, nie było takiej potrzeby, ani nawet okazji. Potwierdziłem, że te ustalenia są trafne, ale minęło tyle czasu, że na książce położyłem przysłowiowy krzyżyk. Ostatecznie, kupię ponownie.

Maszowa:


Nie lubię takich odpowiedzi, ale przecież w życiu nie może dziać się "samo dobre", bo skąd byśmy wiedzieli kiedy jest to "samo złe" ?
Nie ustaję więc w próbach i ćwiczeniach, bez względu na wyniki.

Byle tylko nie uwierzyć we własną nieomylność, bo wtedy najmniejsze potknięcie staje się katastrofą.

 

©Maszowa 

©Starybosman

Publikacja 15.06.2011r.

 

Dodaj komentarz
Komentarze
maszowa 2015-09-24, 11:51:06 2015-09-25

Gdy teraz, po kilku latach ćwiczeń patrzę na moje poszukiwania PITów Staregobosmana, to sama nie wiem, jakim cudem te dokumenty się znalazły, bo z pewnością nie z powodu moich wskazówek Oczko.

Dziś widzę, że sygnifikatorem tak dobrze schowanych dokumentów najprawdopodobniej był Księżyc (jako władca IV domu ukrytych skarbów), który zmierzał do aspektu z Wenus (kwerent), po drodze przenosząc do niej światło Saturna (w tym przypadku Saturn jako władca X i XI domu symbolizuje pracodawcę, od którego pochodził dokument i korzyści z pracy). Niewykluczone, że była wykonana próba odtworzenia PITu, ale (pewnie z powodu retrogradacji Saturna) nie doszła do skutku.

 

 

Komentarzy: 5
Dołączył/a: 2010-04-24
starybosman 2015-09-24, 15:24:21 2015-09-25

Spieszę ( mam cichą nadzieję, że nie dostanę zadyszki) wyjaśnić, co następuje: wtórnik PIT 37 nie został wydawany. Istotnie, był takowy zamysł, ale odnalezienie dokumentów spowodowało, że nie zaszła taka konieczność. Co do "naprowadzenia" - z tego co pamiętam, wskazówki były bardzo  precyzyjne, bowiem zdarzenie miało miejsce w domu, zatem nie zachodziła potrzeba sprawdzania garażu.  Dobrym wskaźnikiem była sugestia, że dokumenty mają związek w ciepłem. Układ pokoju eliminował źródła cieplne, np. kaloryfery, ale podpowiedział, że na owo " ciepło" trzeba patrzeć szerzej. Jak wspomniałem, nad szufladą ( tak, to była " ta graciarnia" ) znajdowały się dwa tomy Burzy nad Pacyfikiem, kilka obszernych publikacji związanych w walkami polskich pilotów na frontach II wojny światowej, a także Opowieści biblijne. Jak nie patrzeć - wszystkie związane nie tylko ciepłem, ale i ogniem szalejącym.

 

Wenus ( kwerent) wywyższona w Rybach, w termach Jowisza, do tego w kwadraturze z Księżycem informowała, że w poszukiwaniach może pomóc tylko spokój i wiedza astrologa, jak też jego altruizm,  wyssany z piersi matki. A Merkury, sygnifikator zagubionych dokumentów w 12 domu i w znaku Barana, kolejny raz wskazywał, że  PIT 37 leży sobie w koszulce ( ciepło mu ) i ma w głębokim poważaniu  problemy właściciela dokumentu.

 

I teraz pozwolę sobie na stwierdzenie, że rzadką rzadkością w czasach dzisiejszych jest sytuacja, gdzie po latach wraca się do analizy zdarzenia z podkreśleniem, że został popełniony jakiś błąd w interpretacji. Moje wyrazy najszczerszego szacunku.

 

Przygoda z dokumentami spowodowała, że zacząłem inaczej patrzeć na astrologię horarną, a nawet zainspirowała do jej studiowania. Gdzie mnie do błyskotliwości Maszowej,  ale pochwalę się: ekierkę znalazłem sam. Jak to gdzie? Jako stary bałaganiarz  zebrało mi się na porządki. Bo ślubna utyskiwała i już od pół roku przypominała, że biurku baby i dziada brakuje. Więc zgarnąłem wszystkie " pomoce naukowe" i przeniosłem na inne miejsce, znaczy na podłogę.,  Razem z ekierką, która miała leżeć pod lampką, na widoku. Faktem jest, iż astrologia niezmiennie mnie zaskakuje. Wielce pozytywnie, gdyby to kogoś zainteresowało. Bo trzeba wiedzieć także, iż na widok moich porządków ślubnej mowę odebrało.

Komentarzy: 4
Dołączył/a: 2010-04-27
Dodaj komentarz

<< spis artykułów   




<< powrót do strony głównej                                                                                                                                                                                                                                                          
Strona Sollunari używa plików cookies do prawidłowego działania strony.
Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia.
Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej.
ZAMKNIJ
Więcej informacji udostępniamy w naszej Polityce prywatności.