Sollunari


W poszukiwaniu Merkurego

Obecnie trudno jest wyobrazić sobie życie bez informacji. Rozwojowi intelektu człowieka towarzyszył rozwój sposobów komunikowania się między ludźmi. Doskonalono też sztukę gromadzenia i przechowywania wiedzy. Na początku człowiek -zapewne nie rozumiejąc skąd u niego taka potrzeba- malował, rył i wykuwał na ścianach jaskiń. Trochę później, kiedy już stało się jasne, że wiedzę można wykorzystać do sprawowania władzy oraz że jest jej wszystko jedno do jakich celów zostanie użyta, informacje gromadzono na tabliczkach klinowych, następnie zwojach papirusowych aż w końcu zmaterializowano książkę. Na początku pisaną ręcznie ale po wynalezieniu druku sytuacja zmieniła się diametralnie, gdyż informacje mogły dotrzeć do ogromnych rzesz odbiorców, a nie tylko do jednostek, jak niegdyś. Po powstaniu prasy i czytelnictwa codzienne przenoszenie wielkiej ilości informacji stało się bardzo łatwe. Odbiorcą gazety codziennej stał się nie tylko człowiek wykształcony ale każdy robotnik w Bostonie, Rotterdamie czy w Łodzi.

Dzisiaj mamy do czynienia z zalewem informacji. Są one wszechobecne i docierają do nas w różnej formie. Oprócz codziennej prasy, każdy z nas musi uporać się z radiem w samochodzie, bilbordami przy drodze, telewizją towarzyszącą nam od rana do wieczora niczym równoprawny członek rodziny, napastliwym telefonem komórkowym, który gotów jest dopaść nas w najmniej oczekiwanym momencie i wreszcie wirtualnym światem w internecie. Niestety energia merkurialna często działa na nas bez naszej zgody, nie mamy bowiem wpływu na treść odbieranych informacji a czasem na sam fakt ich odbioru. Skrzynki pocztowe zapełniają się śmieciem reklamowym bez naszej inicjatywy, stojąc na światłach musimy przeżywać frustracje kobiety, która na bilbordzie obwieszcza nam bez krępacji, że od kiedy zakupiła pewien produkt, to nietrzymanie moczu nie jest już problemem. W telewizji, najbardziej wciągający film jest przerywany reklamą, której zamysł artystyczny nie jest oparty na intelekcie autora, ale w zamian za to dowiadujemy się z niej, że w każdej rodzinie jest jakiś głupek, żona albo mąż, który nie wie rzeczy oczywistej, a związanej z przedmiotem reklamy.

Rio de Janeiro 2008 Najstarszym chyba sposobem merkurialnego komunikowania się, przekazywania informacji jest ciało oraz mowa ciała. A więc gesty i poruszenia ciałem, mimika, wyraz oczu, sposób aranżowania się w otoczeniu. Informacji dostarcza nam ubiór albo jego brak, także makijaż i atrybuty (kiedyś pióropusz, dzida, ozdoby z kości, dziś biżuteria, zegarek, torebka, buty, okulary). To wszystko może udzielić nam wielu informacji o człowieku i o jego Merkurym, tj. o tym, do czego ten człowiek wykorzystuje swój intelekt i jak komunikuje się z otoczeniem. Czasami jednak te obserwacje mogą wprowadzić nas w stan dezinformacji. Na zdjęciu z lewej strony, nie wiadomo, czy to kobieta czy mężczyzna, osoba dorosła czy dziecko. Przekaz informacji jest w tym wypadku zaburzony. Rio de Janeiro 2008

Miałam okazję zaobserwować przejawy energii Merkurego w miejscu, gdzie informacje raczej nie docierają w sposób obserwowalny w kulturze europejskiej a opisany na wstępie. W roli Merkurego wystąpił pewien chłopiec z amazońskiej wioski, który pilnował wejścia do osady, w której mieszkał, a w razie nadejścia gości miał za zadanie ostrzec swoich ziomków za pomocą specjalnej tuby-instrumentu. Tuba zastępowała mu trąbkę herolda. Znaczenie merkurialne miał nie tylko wspomniany instrument uruchamiany żywiołem powietrza, ale całe ciało chłopca było źródłem informacji, naniesionych fizycznie farbą z nasion arnoty. Malunek informował, kim jest chłopiec, do kogo należy wioska i gdzie potencjalny gość bądź intruz trafił. Malunki na ciele są nadal praktykowane wśród Indian w Amazonii, mają dla nich znaczenie nie tylko informacyjne ale określają ich rytualną tożsamość. Nie są wyrazem powierzchowności ale mają prawdziwy sens. Ich wykonanie zajmuje sporo czasu i wiąże się z cierpliwym cyzelowaniem każdej kropki. Skojarzyło mi się to ze zręcznością manualną, jaką wykazują się właściciele rzemieślniczych warsztatów w kulturze zachodniej.
Amazonia 2008 Amazonia 2008
Typową dla Indian jest cecha wszechstronności. Ludzie ci nadal sami wytwarzają lekarstwa oraz stosują je w leczeniu. Podejmuje się tego szaman, który poza fizycznym wytwarzaniem farmaceutyków z amazońskich roślin zajmuje się również odczytywaniem snów i wypracowuje wizje dla potrzeb wioski. Spełnia zatem rolę swoistego psychoterapeuty. Jest również rozjemcą i mediatorem w sporach.

Ilość roślin, która jest wykorzystywana w celach leczniczych jest zdumiewająco duża. Przewodnik prowadząc nas po dżungli lasu deszczowego odszukał i pokazał nam w ciągu godziny ok. 20 leczniczych roślin. Wiedza i doświadczenie w leczeniu są przekazywane z pokolenia na pokolenie i rośliny takie jak ayahuasca, vilcacora, guarana, odkryte przez naszą cywilizację stosunkowo niedawno, znane są tu od tysięcy lat. Ayahuasca zwana przez Indian "napojem bogów" jest stosowana przez szamanów w celu przygotowania napoju. Jest on pomocny w leczeniu, ale poprzez działanie halucynogenne. Napój spożywany jest jednocześnie przez leczącego szamana oraz pacjenta. Podczas transu szaman nawiązuje kontakt z mityczną pamięcią plemienia i w ten sposób odczytuje się sposób kuracji. Przy czym ważne jest, że poznaje się przyczynę choroby, co czyni proces leczenia skuteczniejszym, w przeciwieństwie do medycyny zachodniej, która skupia się na leczeniu objawowym. Vilcacora (Uncaria tomentosa) to pnącze, które ma działanie podobne do antybiotyku. Guarana (Paullinia cupana) jest również pnączem, którego nasiona działają pobudzająco; zawierają 4 razy więcej kofeiny niż kawowiec. Indianie z dorzecza Amazonki nazywają tę roślinę "eliksirem młodości".

Przyswajanie wiedzy odbywa się w wioskowej szkole. Wyniki nauczania nie są spektakularne, gdyż wśród dorosłych często spotyka się trudności z liczeniem i przeliczaniem. Indianie nie cenią pieniędzy, ale rzeczy, które można za nie dostać. Dlatego też zaraz po naszej wizycie szaman zarządził grupowy wyjazd łodziami do sklepiku nad rzeką, a właściwie do miejsca, gdzie można coś dostać za pieniądze.

Społeczność wioski, której byliśmy gośćmi, dobrze wiedziała, ile dla nas warte jest obejrzenie, jak żyją. Zanim pozwolono nam do niej wejść, szaman będący jednocześnie wodzem, ustalił cenę, jaką mamy zapłacić za ten przywilej. Przejaw sprytu Merkurego wydał mi się oczywisty, choć może niesłusznie. Zresztą to nie była jedyna możliwość zarobkowania, jaką przewidziano w związku z naszą wizytą. Mogliśmy kupić ozdoby z nasion i gliny wyrabiane przez kobiety, a także skorzystać z porady medycznej szamana. Za 30 reali szaman wykonał masaż kręgarski naszemu cierpiącemu towarzyszowi podróży i chyba nikogo nie zdziwiło, gdy pacjent uznał potem, że... ból ustąpił.

Po co człowiekowi intelekt? Śledząc przeszłe czasy stosunkowo łatwo jest wymienić zalety oświeceń mentalnych ludzkości. Człowiek nie tylko przetrwał dzięki posiadanemu intelektowi ale z tej przyczyny również wpływał na otoczenie. Odbywało się to w miarę naturalnie i jak uczy historia dawki informacji były nieszkodliwe. Dzisiaj musimy wybrać, aby zamiast mądrości nie przytrafiła nam się choroba umysłowa i/lub cofnięcie się w rozwoju. Odpowiedzialność mediów za serwowany poziom podawanych informacji a także "złote myśli" tzw. autorytetów jest ogromna. Jaki pożytek płynie z informacji trąbionych przez gazety na całym świecie, na temat gołych torsów Putina i Sarkozy'ego, których komunikowanie się ze światem w sierpniu 2009r. objawiało się na poziomie testosteronu? A czego dowiedzieliśmy się o Francji i Rosji na podstawie ciał obu polityków? Dla jasności powiem, że nie chodzi mi o to, iż torsy nie były pokryte malunkami. Śmiem twierdzić, że to nie wiedzę nam się sprzedaje we wszystkich formach przekazu informacji. To są mentalne odpady, które należy unicestwić, zanim zatrują nam mózgi. Informacje mające uchodzić za "napój bogów" wprawdzie wprowadzą w trans i pomieszanie ale nas nie uleczą. Kto ma to zrobić i kiedy ?

Rozważmy zatem: trzeba wykazać się sprytem i przebiegłością w rozumowaniu, wykorzystać talenty do ostatka aż paździerze będą szły, i to kilka na raz- słowem zamienić się we wszechstronnego Merkurego lub jego odpowiednika Hermesa, który miał dar wymowy, był zręczny i pomysłowy, posiadał magiczny caduceus i kilka innych atrybutów. Tym wszystkim dysponują intelektualiści a nawet każdy, co ma olej w głowie. Zatem przystąpmy do walki z głupotą i nie zgadzajmy się na mierny poziom dostarczanych nam informacji i to od zaraz, bo atrybuty mamy przy sobie, nie musimy ich szukać w amazońskiej głuszy. Ale korzystajmy z dobrej energii Merkurego a nie tej naznaczonej powierzchownością, pustej i opartej na oszustwie. Dokonujmy selekcji wzorując się na naturze, używajmy mózgów, bo organ nie używany zanika, ale róbmy to z umiarem i w przekazywaniu informacji pamiętajmy o formie, aby była współmierna do treści.

10-12.09.2009r.

© Krystyna Daca


<< powrót do strony głównej