Sollunari


W poszukiwaniu Słońca...


*

*

Ludzkość nieustannie pragnie odnaleźć drogę do Słońca, choć ono „od zawsze" świeci nam nad głową. Poszukujemy wiedzy o zasadzie naczelnej, która rządzi nami i naszym światem, ograniczonym powierzchnią kuli ziemskiej. Nie jest nam jeszcze dane poznawać inne przestrzenie planetarne, ale fizycznie zbadaliśmy już kawałek tego, co znajduje się poza naszym naturalnym ziemskim środowiskiem. Poszukując i drążąc temat, skąd i dokąd zmierza ludzkość, de facto rozwijamy się jako gatunek. Dzięki temu procesowi wiemy, że żyjemy w jednym z milionów światów Wszechświata, a naszemu nadaliśmy nazwę Układ Słoneczny. Wchodzi on w skład większego systemu a mianowicie galaktyki, którą nazwaliśmy Drogą Mleczną. Poziom naszego poznania jest bardzo ograniczony i choć pyszałkowato nadaliśmy nazwy własne temu, co przewyższa nasz poziom rozwoju, to jednak jest to nam dozwolone, jako elementowi większej całości, bez którego wielki system nie będzie działał.


Bóg kukurydzy

Przez czas, który my ludzie nazywamy historią a który sięga początków odysei kosmicznej naszego gatunku, nieświadomie lub świadomie poszukiwaliśmy w otoczeniu i w swoim wnętrzu tej harmonii, która panuje we Wszechświecie.

Zasada centralnej energii, dającej życie i napędzającej wszystkie funkcje biologiczne i duchowe istoty ludzkiej według własnych, nadrzędnych celów, na które człowiek pozornie nie ma wpływu, zrodziła pojęcie bóstwa - boga i znalazła odzwierciedlenie w religiach świata ziemskiego. Ludzie oddając się pod opiekę bóstwa, uznają tym samym nie tylko swoją zależność od czegoś większego, doskonalszego, przekraczającego ich rozumienie i zdolność oddziaływania, ale jednocześnie przyznają, że bóstwo jest częścią ich świata, że stanowią z nim jedność i ta współzależność jest naturalna. Jest dlatego naturalna, gdyż wynika z tej samej zasady, która włada nie tylko systemem solarnym zwanym Układem Słonecznym ale i innymi systemami, których miliardy istnieją we Wszechświecie, nie tylko w naszym galaktycznym pobliżu, czyli w pasie Oriona czy Perseusza.

 

 




Ludzkość przenosi zasadę solarną do każdej części swej ziemskiej rzeczywistości, tworząc np. hierarchiczne struktury społeczne i państwowe, w których wyróżniona jest jednostka lub urząd o zwierzchnich prerogatywach, która niczym Słońce w układzie solarnym, skupia wokół siebie podporządkowane sobie byty mniejsze. Ta sama zasada funkcjonuje w najmniejszej strukturze społecznej, jaką człowiek tworzy a mianowicie w rodzinie. Bez względu na epokę i strefę czasową ludzie zawsze dążyli i będą dążyć do organizowania się w myśl zasady solarnej.


*

...na ziemiach Majów



Jedną z niezwykle ciekawych ludzkich struktur solarnych była cywilizacja Majów.


Selwa meksykańska (stan Chiapas) Aqua Azul
Majowie zamieszkiwali ziemie należące dziś do Meksyku (stany Chiapas, Tabasco, Campeche, Jukatan, Quintana Roo), Gwatemali, Belize, Hondurasu i Salwadoru. Tereny objęte niegdyś władzą Majów są bardzo urozmaicone pod względem geograficznym. Występują na nich zarówno lasy deszczowe, wysokie pasma górskie z wulkanami, ziemie pokryte selwą, poorane rzekami i jeziorami a także niziny, porosłe krzaczastą roślinnością. Stereotypowo Meksyk kojarzy się z pustynią, pozbawioną wody a przez to ubogą w faunę i florę. Taki Meksyk znany jest z amerykańskich filmów, które przekazały nam zupełnie mylny obraz kraju porośniętego kaktusem i zamieszkałego przez jaszczurki oraz Meksykanów na mułach. Pustynne tereny Meksyku graniczą z USA i nie oddają bogactwa świata roślinnego i zwierzęcego tego rozległego kraju.



Jaszczurka

wodospad Misol-ha-A. Schwarzenegger skakał z niego jako Tarzan

ara

małe krokodyle

pelikan

wulkan Citlaltépetl (Pico de Orizaba)

Ptak w hiacyntach wodnych

iguana


Stereotypy o Meksyku nie wspominają o górach porośniętych selwą, ani o wrzaskach wyjców mrożących krew w żyłach tym, którzy w tej selwie szukają świątyń Majów, ani o wulkanach pokrytych śniegiem. To także analogia zasady solarnej - stereotypowy punkt widzenia jako wynik schematycznego procesu zdobywania wiedzy, rozumianej jako astrologiczna analogia Słońca. Stereotyp powstaje, jeżeli dokonujemy generalizacji lub nadmiernego uproszczenia; sprowadzamy wielość do jedności ale w sposób przesadny.

Cywilizacja Majów jawi się nam głównie poprzez zachowane do dziś rozległe miasta a także księgi majańskie zapisane pismem glificznym zwane Kodeksami. Badacze tej cywilizacji ustalili, że cały teren państwa Majów był podzielony na mniejsze ośrodki władzy- królestwa. Centrum każdego z królestw stanowiło miasto. Centralizacja władzy odpowiada więc zasadzie solarnej.


Yaxchilán nad rzeką Usumacinta  przy granicy Meksyk/Gwatemala
Każdym z królestw rządził inny król -szaman, twórca dynastii rządzącej, sprawujący jednocześnie władzę administracyjną jak i przywództwo duchowo-religijne nad podległym sobie terenem. Każde miasto miało swoje centrum ceremonialne, które obejmowało plac główny wraz z posadowionymi wkoło piramidami i świątyniami, budynkami rezydencjalnymi i administracyjnymi. W pobliżu placu centralnego znajdowało się boisko do rytualnej gry w piłkę. Na obrzeżach placu umieszczano stelle te tun zwane kamiennymi drzewami- pionowe kamienne płyty z wyrytymi na nich informacjami- glifami o aktualnie rządzącej władzy, dynastii itd. czyli rodzaj dzisiejszych banerów reklamowych a także liczne ołtarze do składania ofiar z kwiatów, owoców, płodów rolnych.

 

Miasta. Majowie starali się odwzorować w zabudowie swoich miast mit stworzenia świata i wykorzystywali symbolikę budowli, aby uzyskać obraz świętego krajobrazu. Czasami w tym celu usuwali całą ziemię z wierzchołka wzniesienia, aby na tak przygotowanym płaskim terenie wybudować centrum ceremonialno-administracyjne. Place główne symbolizowały morze, z którego według Majów narodził się świat i zarazem stanowiły portal, dzięki któremu można było porozumiewać się z pierwotnymi wodami i z innym światem. Platformy piramidalne z większą lub mniejszą ilością schodów (w zależności od okresu historycznego) symbolizowały święte góry czyli „miejsce, w którym ludzie stają się bogami". Wierzono, że z góry wydobyto nasiona kukurydzy, z której bogowie uformowali pierwszych ludzi. Na szczycie platformy piramidalnej znajdowało się sanktuarium, w którym władca-szaman kontaktował się z bogami w czasie większych ceremonii. Zgodnie z mitem o trzech kamieniach, świat powstał w dniu 13 sierpnia 3114r. p.n.e. W tym dniu bowiem zostały ustawione kamienie stworzenia tworzące centrum Wszechświata. Mitologiczne kamienne Trony Jaguara, Węża i Lilii Wodnej wznieśli bogowie i z tego względu w centrum miast stawiano grupę trzech świątyń. Najbardziej znanym przykładem są świątynie z Palenque (stan Chiapas) czyli tzw. Grupa Krzyża składająca się ze Świątyni Krzyża, Świątyni Liściastego Krzyża oraz ze Świątyni Słońca.

Zatopione w selwie świątynie Majów sprawiają wrażenie dopiero co opuszczonych. Owszem widać, iż czas zrobił swoje. Brak ogrodzeń i tym podobnych zabezpieczeń przed zwiedzającymi, tak powszechnych we wszystkich monumentos historicos sprawia, że przebywając na tym terenie czuje się więź z czasem, w którym te budowle powstały a także bardzo łatwo można odczytać wyjątkowe znaczenie tej przestrzeni oraz genius loci tego miejsca. Opiekuńcze duchy miast Majów mają do dzisiaj wyjątkową moc. Przekonaliśmy się o tym pewnego dnia szukając poszczególnych budowli rozmieszczonych nad brzegiem Usumacinty w Yaxchilán. Zgubiliśmy się, gdyż mieliśmy z mężem tylko uproszczony plan całego kompleksu. Droga pomiędzy jednym a drugim obiektem przebiegała przez selwę. Szukając odpowiedniej ścieżki straciłam poczucie rzeczywistości a także poczucie czasu. Otoczona selwą, mogąc poruszać się tylko w jedną lub w drugą stronę ścieżki nie czułam jednak klaustrofobii. Lęku także nie - lecz lekką euforię, bo dotarło do mnie, że oto tu jestem naprawdę, idę po zbutwiałych liściach i wystających konarach, mając za towarzystwo - oprócz męża- jedynie zwierzęta i owady. Co prawda naszym oczom ujawniały się tylko te ostatnie, tym niemniej co jakiś czas ścieżką przebiegały jaszczurki. Stale słyszeliśmy, że coś w najbliższej okolicy okropnie hałasuje i miałam nadzieję, że to tylko ptaki. Kiedy w końcu odnaleźliśmy drogę w selwie, którą rozpoznaliśmy jako tę wiodącą do rzeki, trzeba było truchtem udać się do brzegu, bo łódź już czekała. Płynąc łódką myślałam, że ta okolica wyglądała tak samo tysiąc czy pięćset lat temu oraz że tylko opiekuńcze duchy mogły nas wyprowadzić z tej gęstwiny. W przeciwnym razie mogliśmy tam zostać, licząc na odnalezienie przez Zapatystów, którzy zechcą pomóc takim tzajal sjol jak my. Tzajal sjol to „rudowłosy" w sensie cudzoziemski turysta.

Innego dnia, w Bonampak, miałam podobne odczucie zagubienia w czasie. Jak zwykle było bardzo gorąco a co gorsza parno. Wilgotność w selwie jest bardziej dokuczliwa niż temperatura powyżej trzydziestu kilku stopni , zwiększa bowiem jej odczuwalność. W rezultacie człowiek sądzi, że ilość dostępnego powietrza jest zmniejszona. W takich warunkach chcieliśmy dojść po schodach do świątyni, aby obejrzeć niczym nie zabezpieczone (!) oryginalne malunki naścienne we wnętrzu budowli. Wysiłek wspinania się na platformę był duży i kiedy dotarliśmy na pierwszy szczyt usiadłam na schodach, aby odpocząć, za to mąż (świeży i wypoczęty) poszedł po prostu wyżej. Z góry roztaczał się widok na rozpościerającą się po horyzont selwę, ja miałam na sobie zupełnie mokre ubranie a zewsząd czyli z tropikalnego gąszczu rozlegały się przeraźliwe odgłosy zwierząt, które skojarzyłam z rykiem jaguara. Pomimo zmęczenia albo z jego powodu samo przez się stopiłam się z otaczającym mnie widokiem. Po chwili, nie do końca świadoma czasu i miejsca ujrzałam w dole schodów ubranego w białe szaty Lacandonów długowłosego młodego Mayę, który wyjaśniał coś cierpliwie pewnej staruszce. Zdziwiona tym widokiem wróciłam w swą fizyczność. Po chwili nasłuchiwania stwierdziłam, że Maya mówi po hiszpańsku, co całkiem mnie rozczarowało i przeniosło do teraźniejszości, gdyż nie wiedzieć dlaczego spodziewałam się języka yucatec. Ponadto z analizy sytuacyjnej wynikało, że staruszka była turystką a Maya był jej osobistym przewodnikiem po okolicy, takim bardziej ambitnym w zawodzie, bo zadbał o artefakty. Zapytany przeze mnie później, co to za przeraźliwe odgłosy słychać - odpowiedział, że to małpy a dokładnie wyjce. No i moje jaguary „odeszły w świat Majów" i okazały się złudzeniem. Dzisiaj myślę, że pod wpływem skrajnych doznań fizycznych udało mi się przez chwilę -niczym antena- „odebrać" magię tamtego miejsca w Bonampak.



Palenque Grupa Krzyża

Boisko do gry w pelotę

Palenque Świątynia inskrypcji

Palenque pałac z wieżą

Palenque piramida z grobem Pacala

Yaxchilán

Bonampak

malowidła z Bonampak



Kosmos Majów wypełniony był świętą mocą i zamieszkiwało go wielu bogów, którzy wymieniali się funkcjami, wcieleniami czy atrybutami. Wierzono, że bogowie rodzili się tak samo jak ludzie i ich życie podobne jest do ludzkiego. Jednak nakarmienie bogów i utrzymanie ich przy życiu wymagało ofiar z krwi.

Król Majów, łączący władzę administracyjną i religijną był uważany za pośrednika pomiędzy ludem a bogami. Miał za zadanie podtrzymywać istnienie bogów i składać im ofiary dla funkcjonowania świata nadprzyrodzonego, ziemskiego i podziemnego. Jego solarne zadanie polegało zatem na poświęceniu i opiece nad podległym sobie ludem. Czynił to m.in. poprzez samoofiarę z krwi. Taką ofiarę zobowiązani byli składać również inni członkowie rodziny królewskiej, aby zagwarantować trwanie kosmosu. Krew upuszczano najczęściej z genitaliów, co pośrednio miało związek z płodnością a także z języka, przez który przeciągano sznur z metalowymi kolcami. Krople krwi upuszczano na paski papieru z kory drzewnej i wraz z żywicą kopal palono w specjalnych rytualnych kadzielnicach. Używano różnych narzędzi rytualnych do przekłuwania ciała: kolców, kości lub igieł z obsydianu. Z unoszącego się dymu z kadzielnicy władca-szaman odczytywał wizje. Dym symbolizował również drogę, prowadzącą do innego świata. W ten sposób bogowie przenikali do ziemskiego świata i przekazywali swoją moc.

Ofiara z cudzej krwi (najczęściej jeńców wojennych) wiązała się ze zdarzeniami i ceremoniami o najwyższej randze, nie była więc stosowana nagminnie.

Jak wynika z badań nad ikonografią Majów, ofiary z ludzi składane przez dekapitację czyli ścięcie głowy miały związek z kultem boga Słońce o imieniu K'inich Ahaw. Dekapitacja nawiązywała do mitu o bogu kukurydzy ściętym przez bogów świata podziemnego. Tego rodzaju ofiarę czyniono bardzo rzadko, przy okazji desygnowania następcy i objęcia tronu, ważnego zdarzenia dla istnienia miasta, czy poświęcenia nowej budowli. (W żadnym razie nie odbywało się to na taką skalę, jak przedstawia to film pt. „Apocalypto" w reż. Mela Gibsona).

Ceremonie i obrzędy. Były pokazem siły władcy i jego symbolem zwierzchnictwa nad ludem (podobnie jak teraz). Znak Lwa w astrologii również kojarzy się z dramatyzmem, teatralnością i okazywaniem dostojeństwa. W obrzędach Majów królewskie znaczenie miał inny kot- jaguar. Władca okrywał się skórami jaguara a także używał jego wypchanej głowy jako atrybutu władzy królewskiej.



Władca Majów spędzał życie na wykonywaniu rytuałów, które towarzyszyły mu od objęcia władzy i przyjęcia insygniów władzy królewskiej do śmierci. Najważniejszymi symbolami władzy były berło oraz laska ceremonialna z wizerunkiem dwugłowego węża, związana z aktem samoofiary i przywoływania wizji.

Król w trakcie ceremonii religijnej przybierał różne stroje, atrybuty i maski, mające ułatwić mu nawiązanie łączności z określonym bóstwem. Za pomocą stroju „stawał się" określonym bóstwem i to legitymowało jego władzę na ziemi w imieniu tego bóstwa. Ceremonialne stroje podkreślały również jego rangę, gdyż strój do określonego rytuału był tylko jeden i tylko władca-szaman mógł go założyć. Ważne były nakrycia głowy dodające wzrostu i przez to wyróżniające spośród innych dostojników, bardzo bogato zdobione, zoomorficzne (zwierzęce). Z bogiem Słońce wiązano nie tylko jaguara oraz dwa ptaki: arę i kolibra. Czerwony kolor błyszczących piór ary wyrażał żar słoneczny w południe dnia. Na Jukatanie czczono bóstwo zwane K'inich Kak'Mo' - Płonącą Arę o Twarzy Słońca. Trzepotanie skrzydeł kolibra łączono z migotaniem światła słonecznego oraz z tym, że kolibry spijają nektar z kwiatów o barwie czerwonej, podobnej do koloru nieba w trakcie wschodzenia Słońca.

 

Solarne zamiłowanie do gry i współzawodnictwa znalazło odzwierciedlenie w rytualnej grze w piłkę Ullamaliztli. Boisko do gry w pelotę (z j. hiszp. juego de pelota) zajmowało jedno z ważniejszych miejsc w centrum każdego miasta Majów i symbolizowało Wszechświat. Ten rytualny sport był już znany w czasach Olmeków. Gra symbolizowała niepewność losu i jego zmienność, odwieczną walkę życia ze śmiercią. Boiska miały kształt litery „I". Na obu końcach i w centrum boiska umieszczano kamienne obręcze z centralnym otworem na piłkę. Gracze prawdopodobnie dążyli do umieszczenia piłki (wykonanej z żywicy) w otworze obręczy i mogli to zrobić przy pomocy jedynie łokci, ramion, kolan i bioder. Piłka symbolizowała Słońce lub Księżyc. Przegrywający oddawał życie albo... królestwo, jeżeli graczami byli dostojnicy królewscy sąsiadujących terenów. Zazwyczaj jednak uczestnikami gry byli jeńcy. Mecze rozgrywano dla uświetnienia ważnych wydarzeń państwowych i religijnych.

Cykl dnia i nocy bardzo mocno wiązano z początkiem i końcem, sianiem i zbieraniem, życiem i śmiercią. Dlatego też każde bóstwo występowało w dwóch przeciwnych postaciach - jako bóg stary i jako bóg młody. Bóg Słońce symbolizował zarówno Słońce dnia jak i Słońce nocy. Konsekwencją tego było doskonałe rozumienie cykli w życiu człowieka. Słońce było symbolem życia a także synonimem inicjacji, rozwoju, afirmacji istnienia, gry i zabawy, siły, władzy nad innymi. Jednocześnie było również synonimem nocy a więc końca dnia czyli śmierci, pojmowanej jako naturalny bieg rzeczy.

Majowie nie bali się śmierci a także akceptowali upływ czasu, przemijanie. Wierzyli w drugie życie i powtórne narodziny duszy. Koniec wszystkich rzeczy był tak samo ważny jak ich początek. Odrodzenie po upadku dawało siłę. Być może ta filozofia pozwalała Majom łatwiej godzić się z koniecznością porzucenia dotychczasowych miast i ciągłym przeprowadzaniem się na nowe, żyźniejsze ziemie, lepiej nadające się pod uprawę kukurydzy. Jak wynika z badań, Majowie opuścili Bonampak krótko po wykonaniu ostatniego malowidła w świątyni. Na nowym miejscu budowano piramidalne świątynie dla podkreślenia znaczenia roli Słońca i uczczenia nowego początku. Piramidy symbolizowały także wznoszenie się na wyższy etap, wzrastanie w siłę i objęcie władzy na nowym terenie. Piramidy z Jukatanu, wybudowane jako ostatnie w erze cywilizacji Majów przed najazdem konkwistadorów hiszpańskich, są wyraźnie wyższe i technicznie doskonalsze od tych z okresów wcześniejszych. 

Po wybudowaniu piramidalnych świątyń lub innych budowli ważne było ich poświęcenie, którą to ceremonię traktowano jako akt stworzenia.

W ramach poświęcenia budowli składano depozyty ofiarne (muszle, jadeit, obsydian, naczynia ceramiczne) a także okadzano cztery naroża świątyni, symbolizujące przestrzeń kosmosu, przy pomocy palenia żywicy kopal, co nazywano wprowadzaniem ognia do świątyni. Sanktuarium nadawano również imię własne. Często zdarzało się, że nowy władca, obejmując tron dokonywał rytualnego pogrzebania świątyni zbudowanej przez swojego poprzednika. Była ona zasypywana gruzem, niekiedy niemal całkowicie niszczona, aby dać miejsce nowej, wyższej i wspanialszej.

Majów fascynował czas oraz niebo. Obserwacje astronomiczne i zrozumienie cykli Słońca, Księżyca i planet spowodowało utworzenie dokładnych systemów kalendarzowych. Nie ulega wątpliwości, że to Majowie właśnie najbardziej rozwinęli astronomię i matematykę spośród wszystkich ludów Mezoameryki. Byli pierwszymi ludźmi na Ziemi, którzy zastosowali liczbę Zero. Dzięki dokładnej obserwacji gwiazd i planet zarejestrowali takie zdarzenia, jak wschody i zachody Wenus, zaćmienia Słońca i Księżyca, daty równonocy i przesileń oraz wędrówkę gwiazdozbiorów po ekliptyce. Opracowali również zoomorficzny Zodiak, odmienny od stosowanego przez astrologię klasyczną Zachodu. W obu systemach zodiakalnych występuje natomiast znak Skorpiona . Znakiem zwierzęcego Zodiaku Majów był m.in. Żółw, który odpowiada części Oriona; Pekari oraz Indyk (prawdopodobnie odpowiednik znaku Bliźniąt); Jaguar jako zamiennik ze znakiem Lwa. Niektóre znaki jak Nietoperz są dla mnie zagadką.

Długo by tu można pisać o astronomii i kalendarzach Majów, których dokładność przewyższała kalendarze stosowane w analogicznym czasie w Europie. Majowie używali kilku kalendarzy opartych na liczbie 20. Każde 20 lat oznaczało cykl k'atun. Upływ każdego z k'atun świętowano bardzo uroczyście. Była to okazja do wzmocnienia władzy i autorytetu aktualnie panującego władcy. Korzystano z rytualnego kalendarza 260 - dniowego (t'zolkin) a także ze zwykłego 365-dniowego (haab), obejmującego 18 miesięcy po 20 dni wraz z dodatkowym miesiącem liczącym tylko 5 dni. Po połączeniu obu kalendarzy t'zolkin i haab otrzymywano Koło kalendarzowe czyli okres 52 lat, po upływie którego koło czasu zaczynało obracać się na nowo. Powiązane ze sobą kalendarze mogły wyznaczać cykle roku słonecznego i Księżyca; także służyły do przepowiadania przyszłości i organizowania rytuałów. Aby móc obliczać dłuższe okresy czasowe Majowie opracowali metodę Długiego Liczenia. Oparto tę metodę na liczbie 13 baktunów czyli okresów po 400 tunów (tun= 360 dni) . Jeden baktun zatem to 400 x 360 dni = 144 000 dni czyli 394,3 lat słonecznych. Za pomocą Długiego Liczenia obliczono początek i koniec Wszechświata. (Temat zasługuje na odrębne opracowanie; być może rozwinę go w innym miejscu „Poszukiwań astrologicznych".)


*

Co pozostało z cywilizacji Majów do dzisiaj a co jest reminiscencją kultury konkwistadorów? Jak to zwykle bywa wszystko się wymieszało i w zależności od regionu i stanu różnie przejawia się w życiu codziennym.


Od lewej - Don Kichot, Maya Tzotzil i Metys w San Cristobal (stan Chiapas) 2010
Dzisiejsi potomkowie Majów mają domieszki krwi hiszpańskiej. Widać to wyraźnie w rysach ich twarzy. W niektórych rejonach Meksyku przeważają jednak rysy indiańskie z plemion, które istniały i współtworzyły cywilizację Majów. Nieraz widziałam twarze do złudzenia podobne do tych z malowideł czy z reliefów, z charakterystycznie spłaszczonym czołem w kierunku czubka głowy. Takie czoło za czasów Majów było szczytem urody właściwej bogom, toteż dzieciom po urodzeniu modelowano czaszki przywiązując płaskie deseczki do głowy.




Potomkowie Majów zwani w dzisiejszych czasach Indianami najliczniej zamieszkują stan Chiapas w Meksyku i stanowią aż 70 % jego ludności. Pochodzą z majskich plemion Tzotzil, Tzeltal, Zoque, Lacandon i innych. Stan Chiapas jest od dziesięcioleci najbiedniejszym stanem Meksyku. Tutaj powstał ruch antyrządowej partyzantki Zapatystów, pod wodzą subcomandante Marcosa. Zapatystyczne Wojsko Narodowego Wyzwolenia stało się sławne dzięki powstaniu zbrojnemu rozpoczętemu 1 stycznia 1994r. przeciwko rządowi centralnemu. Partyzanci to głównie tubylcy. Oficjalnie w Internecie występują przeciwko korporacjom, domagają się równouprawnienia, poszanowania kultury rdzennych plemion indiańskich a przede wszystkim autonomii. Partyzanci zamaskowani w czarne kominiarki z pomponem są jedną z atrakcji turystycznych stanu Chiapas. Obecnie partyzanci nie walczą zbrojnie ale zajmują się głównie edukacją Indian. Pobierają także równoległe opłaty za wstęp na teren atrakcji turystycznych (oczywiście nielegalnie). Sama musiałam niejednokrotnie zapłacić za takie „pozwolenie wjazdu".

Indianie poszczególnych plemion są bardzo konserwatywni i w większości są analfabetami. Połowa z nich nie zna hiszpańskiego i posługuje się wyłącznie swoim dialektem. Potomkowie Majów na co dzień ubierają się w tradycyjne stroje a ich kobiety noszą dzieci w chustach i w zawiniątkach na plecach lub przy piersi. Dziewczęta i młode kobiety z Zinacantan noszą haftowane ciemnoniebieskie i fioletowe bluzki i spódnice. W San Juan Chamula, położonym na wysokości 2200 m n.p.m. z uwagi na niższą temperaturę kobiety noszą spódnice z wełnianym długim włosiem w kolorze czarnym a mężczyźni jasne lub ciemne kamizelki z takim włosiem. Utrzymują się z pracy na roli (mężczyźni), z rękodzielnictwa i handlu tymi wyrobami (kobiety). Tubylcy są wyjątkowo nieufni w stosunku do obcych, nie pozwalają się fotografować wierząc, że zdjęcie zabiera ich duszę.

 


Tzotzil

Zajęcie kobiet -sprzedaż rękodzieła

Srebrne zęby Tzotzil

Indianka z dzieckiem

Zajęcie męskie- orka i sianie kukurydzy

Indianka z Zinacantan z dziećmi

Tortilla Zinacantan

warkocze

wyszywająca

kobiety na ulicy handel

Przed kościołem

młodzieniec


Indianie Centralnej Wyżyny Chiapas nadal wierzą w duchy przodków, które mieszkają w okolicznych wzgórzach i w selwie. Dawne wierzenia zmieszały się z religią katolicką. Ten synkretyzm ma czasami bardzo dziwaczną postać.


Kościół w San Juan Chamula (stan Chiapas) 2010r.
W San Juan Chamula byliśmy w miejscowym kościele, który raczej nie jest kościołem katolickim. Zbudowany przez konkwistadorów dzisiaj spełnia rolę synkretycznego miejsca oczyszczania się z grzechów. Nie można w jego wnętrzu robić zdjęć a wstęp dla cudzoziemców jest płatny. Do środka wchodzą całe wioskowe procesje w strojach tradycyjnych, z trzyosobową orkiestrą (gitara, trąbka i akordeon= mariachi?). Wnętrze świątyni jest siwe od dymu świec i rozgrzane od ich ognia. Nie ma ławek tylko co kilka metrów stoi stół, na którym można postawić świece, kwiaty i owoce jako ofiarę. Podłoga wysłana jest ściętymi ziołami. Po obu stronach kościoła, wzdłuż ścian stoją oszklone gabloty z figurami katolickich świętych naturalnych rozmiarów. Jest święty Józef młody i święty Józef stary, co niewątpliwie nawiązuje do wierzeń Majów o bóstwach w podwójnych wcieleniach. Figury mają na szyi zawieszone lusterka, ale co to ma oznaczać? Może, że czyny ludzkie są obserwowane przez świętych.

Ludzie klęczą lub siedzą grupkami na podłodze ustawiając przed sobą świece różnych kolorów (najczęściej białe), układają obok zioła, surowe jajka, stawiają jedną lub dwie puszki Coca-Coli, Fanty lub innego gazowanego napoju, który jest rytualnie i z namaszczeniem wypijany, aby uwolnić przy odbijaniu wszystkie zło, które tkwi w duszy człowieka.

Oczyszczenie następuje - jak zaobserwowałam na przykładzie pewnej Indianki i jej rodziny - za pomocą magii. Zatkało mnie trochę, kiedy kobieta trzymając w prawej ręce czarnego żywego koguta zakręciła nim trzykrotnie nad głową jednego z dzieci. I to wszystko odbywa się w kościele z założenia katolickim (zdjęcie powyżej).

Za czasów Majów władza religijna i administracyjna była skupiona w rękach jednego władcy-szamana. Teraz jest rozdział kościoła od państwa. Obecnie władza administracyjna na ziemiach Majów dzieli się nadto na państwową i plemienną. Nawet lekarz czyli dawniejszy szaman jest kształcony w medycynie zachodniej albo leczy naturalnie. W klinice w San Juan Chamula, mieszczącej się zaraz przy rynku jest taki wybór i każdy Tzotzil może sam zdecydować o sposobie leczenia. W obu przypadkach musi jednak zapłacić w naturze, bo ubezpieczenia społeczne nie działają tu jak należy.

W życiu większości stanów Meksyku niewątpliwą pozostałością po kulturze Majów jest świętowanie. Świętowano niegdyś każdy cykl czasu i generalnie wszystko, co wiązało się z początkiem lub z jego końcem. Zamiłowanie do uroczystego świętowania nie zmieniło się po hiszpańskim najeździe. Zmieniły się natomiast okazje i ceremonie. Rytuały i święta religijne katolickie zastąpiły albo tylko uzupełniły zestaw świąt Majów. Dzisiaj świętowanie nazywa się fiestą. Niewątpliwie zawiera w sobie wszystko to, co w astrologii wiąże się z V domem horoskopowym, władanym przez Słońce.



Maya Zoque ale fiesta meksykańska

dziewczynka

Kobieta z kokardą

Odpoczynek przed tańcami

mariachi

Stroje Maya Zoque ale fiesta meksykańska




Naszym opiekunem gwiezdnym jest Słońce - gwiazda naszego systemu solarnego, bez którego nie powstałaby żadna z istot na Ziemi, ale i nie istniałaby żadna z planet Układu Słonecznego. Cokolwiek pochodzi od Słońca nosi jego cechy a więc w każdym z nas tkwi słoneczny element. Rodząc się „otrzymujemy od Słońca jego boski kawałek". Moment urodzenia nie został wybrany przez Ziemian, ale przez cały Układ Słoneczny a nawet inne zwierzchnie systemy. Nie jest więc nic nie znaczący. Poznając dokładną pozycję Słońca na firmamencie w momencie naszych narodzin, odczytamy cel naszego pojawienia się na Ziemi.

Wspólnym celem Ziemian jest niewątpliwie osiągnięcie Oświecenia czyli Wiedzy - dzięki Słońcu.


   

25 października 2010r.

©tekst i zdjęcia Krystyna Daca

Tekst przygotowano posiłkując się źródłami na temat cywilizacji Majów:

„Mitologie Świata" Boguchwała Tuszyńska, New Media Concept, Warszawa 2007

„Majowie. Życie, legendy i sztuka" Timothy Laughton, Wydawnictwo G +J RBA

„Kalendarz Majów i transformacja świadomości" Carl Johan Calleman, Wydawnictwo Kos, Katowice 2006




<< powrót do strony głównej